"Harry Potter i kamien filozoficzny" J.K.Rowling


posted by Sardegna on , , , , , ,

4 comments


 Wydawnictwo: Media Rodzina
Liczba stron:  325
Moja ocena : 6/6

Nie pamiętam, ile lat temu po raz pierwszy sięgnęłam po Harrego Pottera. Byłam chyba wtedy na studiach i zastanawiałam się, czy aby nie jestem już trochę za stara na czytanie opowieści o małym czarodzieju, na punkcie którego oszalał cały świat. Postanowiłam jednak na próbę przeczytać pierwszy tom i ... przepadłam! Pamiętam, jak z niecierpliwością wyczekiwałam wydania na polskim rynku kolejnych tomów, a dzień, kiedy książki trafiały w moje ręce, był wielkim świętem. Podobnie wspominam moment, kiedy już udało mi się skompletować całą, siedmiotomową serię.  Przez te lata nadal jestem wierna pierwszemu, klasycznemu wydaniu Harrego Pottera z Media Rodziny i praktycznie przez te 15 lat nie próbowałam wymienić go na inne, bardziej barwne, ilustrowane czy mroczne. W każdym razie, wszystkie część z wyjątkiem ostatniej, przeczytałam dwukrotnie. A teraz nadszedł czas, aby historię Harry'ego poznały moje dzieci. 

Nie myślcie sobie, że inicjatywa wyszła z mojej strony. O nie! Po lekturze przygodowych "Tarapatów" i nieco bardziej dziecinnej "Malutkiej Czarownicy" moje dzieciaki zaplanowały, że następną książką, którą mam im przeczytać będzie "Harry Potter i kamień filozoficzny". W sumie naprawdę się ucieszyłam z tego wyboru, bo dzieci moje obejrzały już kiedy w telewizji przypadkowe fragmenty ostatnich, najmroczniejszych części, po czym stwierdzili, że to chyba jakiś horror. Nie chciałam, aby zniechęcili się do tej historii, zanim na dobre ją poznają. Zdecydowanie lepiej więc, abym ja ją im przeczytała, oczywiście w odpowiedniej kolejności, dopasowując poszczególne tomy do ich wieku. 

Powrót do pierwszego tomu przygód małego czarodzieja okazał się dla mnie niesamowicie przyjemny. Mam wrażenie, że dla moich dzieci również, choć zdecydowanie Dziesięciolatka bardziej wkręciła się w tą opowieść niż Siedmiolatek. Sympatycznie było mi wrócić do samego początku historii Harry'ego Pottera, przyjrzeć się, jak wyglądało jego życie u Dursley'ów na Privet Drive, jak wyglądały jego pierwsze kroki w Hogwarcie, czy spotkanie z Hagridem, Ronem i Hermioną. Super wrażenie robią pierwsze zakupy na ulicy Pokątnej, przejście przez Peron 3 i 3/4, pierwszy wybór różdżki przez Harry'ego, czy wizyta w Banku Gringotta. Równie ciekawie było czytać o nauczycielach Hogwartu, zasadach, jakie panują w szkole, przemieszczaniu się po zakątkach zamku, o przydziale tiary do domów, imprezach w Wielkiej Sali, a także o zasadach gry w Quidditcha. 

Najciekawsza okazała się oczywiście pierwsza tajemnica, czyli odkrycie, co ukrył Dumbledore w skrytce pilnowanej przez trójgłowego psa. O tym wszystkim czyta się zapartym tchem, mimo że zna się oczywiście zakończenie nie tylko tego tomu, ale i całej historii. Interesujące jest także wyszukiwanie faktów o samym Voldemorcie, o którym to w tomie pierwszym nic konkretnego się jeszcze nie dowiadujemy, jednak znając zakończenie całej serii i wiedząc, co się później wydarzy, wszystkie wzmianki o tej postaci są niezmiernie ważne. 

Niektóre wątki zupełnie zatarły się w mojej pamięci po tych 15 latach, więc ponowne przeczytanie tej książki i to na głos, było dla mnie niemalże, jak pierwszy kontakt z lekturą. Mogę więc stwierdzić, że odkryłam Harry'ego Pottera na nowo, ale najważniejsze, że moje dzieci chyba połknęły bakcyla i coś zaiskrzyło. Teraz w końcu znają tę historię od samego początku, mogą spokojnie obejrzeć ekranizację "HP i kamienia filozoficznego" bez obawy, że nie będą wiedziały, o co w tym wszystkim tak naprawdę chodzi. Myślę też, że wkrótce przeczytam im drugą część,  jednak zrobię to dopiero za jakiś czas, żeby nie poczuli przesytu tą magiczną opowieścią i mogli się nią odpowiednio nacieszyć. 

Sardegna

"The Perfect Game #1 Rozgrywka" J.Sterling


posted by Sardegna on , , , , , ,

6 comments


Wydawnictwo: SQN
Liczba stron:  304
Moja ocena : 4/6

Ależ fajnie przeczytać książkę, która jest taka lekka, łatwa i przyjemna! Czasami sięgnięcie po taką lekturę, jest jak najbardziej wskazane. Ja na przykład potrzebuję jej do zresetowania się po trudnym dniu w pracy, albo jako przerywnik w czasie innych, bardziej wymagających lektur.

"Rozgrywka" to powieść YA, należąca do cyklu "Perfect Game", będąca pełnym uniesień, wzniosłych wyznań, typowym romansem, obfitującym w upadki i wzloty w relacji młodych bohaterów. Jest to dość tendencyjna opowieść, taka bajka dla dwudziestolatek, w której to  szarą myszkę zdobywa najprzystojniejszy chłopak na kampusie (w tym wypadku jest to wschodząca gwiazda sportu). Fabuła jest więc dość oklepana, podobnie, jak rozwój wydarzeń, czyli od wielkiego uczucia, przez kryzys, aż do happy endu.

Mamy zatem Cass, dziewczynę nie wyróżniającą się niczym specjalnym, na tle innych studentów. Jej pasją jest fotografia, której oddaje się bez reszty, ma ona też nieco zagmatwane relacje z rodzicami. Cass zostaje wybranką serca Jacka Cartera, zdolnego baseballisty, nałogowego podrywacza i największego przystojniaka, nigdy nie umawiającego się dwa razy z tą samą dziewczyną. Przez to, że dziewczyna ma ostry język i początkowo opiera się umizgom Jacka, ten postanawia za wszelką cenę zdobyć jej uwagę. A kiedy w końcu ta już mu ulega, ich związek zaczyna przypominać coś naprawdę szczerego i prawdziwego. 

Jednak, jak to bywa w przypadku takich opowieści, para bohaterów zakochana w sobie bez pamięci, początkowo nie zauważa problemów, które mogą wpłynąć na ich związek. Jack dostaje propozycję gry w baseball w innym stanie, a ani on, ani jego dziewczyna, nie są gotowi na związek na odległość. Poza tym chłopaka ciągle otacza wianuszek fanek, co również inicjuje kłopoty. Cass musi zmierzyć się z trudnością bycia dziewczyną znanego sportowca i wejść w tą rolę z całym jej dobrodziejstwem. Czy uczucie Cass i Jacka będzie na tyle trwałe, żeby przetrwać wszelkie przeciwności losu?

"Rozgrywka" jest typowym romansem YA mającym na celu wzbudzić w czytelniczkach całą gamę emocji. Porównałabym tą historię to serii "After" (na szczęście o wiele krótszą i pozbawioną aż tak rozbudowanych scen erotycznych). Ale to nie jest, broń boże, zarzut z mojej strony. Opowieść ta, dla starszego czytelnika, jakim niewątpliwie jestem, jest miłą odmianą, nie wymagającą specjalnego zaangażowania emocjonalnego, ale za to sprawiającym wielką przyjemność. Zdaję sobie jednak sprawę, że historia może się bardzo podobać szerszemu gronu młodych czytelniczek, bowiem schemat bogaty/sławny/przystojny piosenkarz/sportowiec/prezes firmy, zwracający uwagę na szarą myszkę/zwyczajną dziewczynę, niczym nie wyróżniającą się z tłumu, zawsze działa. Jest to taki wariant, o którym każda skrycie marzy, bez względu na fakt, że przyszłoby się borykać z problemami, które przydarzają się głównym bohaterom.

Ja nie jestem wyjątkiem i też lubię takie czasem sięgnąć po taką historię, przypomnieć sobie emocje, jakie towarzyszą pierwszej, dwudziestoletniej miłości. Czy sięgnę po kontynuację tej powieści? Jeśli będę miała możliwość, to tak. Dlaczego bowiem nie dać się porwać młodzieńczemu entuzjazmowi i ponownie nie dać się wkręcić w miłosne rozterki bohaterów?

  Sardegna

"Pudełko z marzeniami" Magdalena Witkiewicz, Alek Rogozinski


posted by Sardegna on , , , , ,

4 comments


Wydawnictwo: Filia
Liczba stron:  336
 Moja ocena : 5/6

Biorę w ciemno wszystkie powieści Magdy Witkiewicz. Na żadnej się nie zawiodłam i dosłownie każda okazała się być dla mnie miłą lekturą. Jako że "Pudełko z marzeniami" to już 13 książka Magdy, jaką miałam okazję czytać i 2 napisana wspólnie z innymi autorem, postanowiłam zrobić małe podsumowanie i zebrać moje dotychczasowe wpisy. Poniższa lista nie jest oczywiście kompletna, bo nie ogarnęłam jeszcze wszystkich książek Autorki, co oczywiście mam w planach nadrobić, ale wśród tych 12 przeczytanych mogę już teraz wyróżnić swoich faworytów. Są to tytuły dla mnie wyjątkowe pod różnymi względami ("Cześć, co słychać?", "Czereśnie zawsze muszą być dwie"). Niektóre poruszają poważne kwestie społeczne i przez to są naprawdę warte polecenia ( "Po prostu bądź", "Pierwsza na liście", "Zamek z piasku", "Ósmy cud świata"), jeszcze inne są po prostu świetną, umilającą czas lekturą ("Pracownia Dobrych Myśli", "Szkoła żon", "Ballada o ciotce Matyldzie" "Moralność pani Piontek"), oprócz tego, 2 książki autorki skierowane są dla dzieci ("Lilka i spółka", "Lilka i wielka afera"). Magda połączyła też siły z inną pisarką, Nataszą Sochą, w rezultacie czego powstała mega zabawna "Awaria małżeńska", będąca idealną lekturą dla zabieganych matek, mających na głowie cały dom do ogarnięcia. 

"Pudełko z marzeniami" jest właśnie przykładem kolejnej współpracy Magdy Witkiewicz z innym autorem. Tym razem powieść powstała wraz z Alkiem Rogozińskim, twórcą kryminalnych komedii (miałam okazję czytać jedną powieść jego autorstwa "Do trzech razy śmierć", która akurat średnio przypadła mi do gustu), prywatnie przyjacielem pisarki. Jak zatem wyszła autorom ta współpraca? Bardzo pozytywnie. Powieść okazała się być fajną historią, trochę zabawną, trochę refleksyjną, utrzymaną w klimacie sympatycznych i umilających czas opowieści.

Malwina to bardzo zorganizowana trzydziestolatka, postanawia zostawić wszystko i pojechać w Bieszczady. Robi to trochę za namową ukochanego, który ponad wszystko ceni sobie wolność, medytację i święty spokój. Jej Bieszczadami okazuje się być Miasteczko, czyli miła mieścina na końcu świata, a wymarzony dom, budynkiem do generalnego remontu, z restauracją na parterze i tajemniczym posągiem świętego Ekspedyta w piwnicy. Ukochany w starciu z prozą życia i obowiązkami domowymi zmyka czym prędzej, zostawiając Malwinę z całym kramem na głowie i to właśnie w takich okolicznościach kobieta poznaje Michała.

Ale, ale! Spokojnie! Nie będzie tu miłości od pierwszego wejrzenia, ani żadnych romantycznych uniesień! Michał bowiem ma wobec Malwiny inne plany. Znając swoją rodzinną historię, wie, że na terenie gdzie obecnie stoi restauracja znajduje się jego rodowy skarb. Pragnie więc wszelkimi sposobami zbliżyć się do kobiety, żeby móc spenetrować piwnicę i zastanowić się, gdzie może zacząć prace poszukiwawcze.

Tak zaczyna się sympatyczna opowieść o dwójce zakręconych bohaterów, którzy dążą do swoich zamierzonych celów wszelkimi sposobami. Oprócz Malwiny i Michała, których historia wysuwa się na pierwszy plan, w całej tej opowieści istotnych będzie jeszcze cały szereg dodatkowych postaci: babcia Malwiny, która rusza na pomoc wnuczce i postanawia rozkręcić restaurację serwując w niej francuskie specjały, pani Wiesia, sympatyczna staruszka znana czytelnikom Magdy Witkiewicz z  "Pracowni Dobrych Myśli", która tutaj również serwuje wszystkim swoja kultową nalewkę dla zdrowotności, Florian i Tomek - para sympatycznych gejów, również bohaterów "Pracowni...", oraz dwójka dzieciaków, Kalina i Kamil, którzy mają swój pomysł na dalszą znajomość Malwiny i Michała.

Jako że święty Ekspedyt to patron od spraw niemożliwych, Malwina mianuje go swoim opiekunem i faktycznie od tamtej pory sprawy zaczynają iść po jej myśli. Oprócz świętego mają jednak w tym sporą zasługę, przyjaźni bohaterce, ludzie, co sprawia, że czytelnikowi robi się nieco cieplej na sercu, powraca też wiara w bezinteresowne dobro, które, jak karma, zawsze wraca.

Nie należy jednak tej historii traktować śmiertelnie poważnie. Bo mimo wszystko jest to taka bajka dla dużych dziewczynek, która moim zdaniem nie opowiada o miłości, a raczej o przyjaźni, wsparciu i o tym, jak ważna jest obecność bliskich osób. Jest to po prostu sympatyczna, ciepła lektura, dobra na każda porę roku, napisana w stylu podobnych tematycznie książek Magdy Witkiewicz.

W pierwszym skojarzeniu powiedziałabym, że "Pudełko z marzeniami" jest kontynuacją "Pracowni Dobrych Myśli", poznajemy bowiem, choć w okrojonej formie, dalsze losy bohaterów tamtej historii. Po zastanowieniu jednak, trzeba przyznać, że fabuła "Pudełka..." toczy się swoim rytmem, i mimo że wątki obu powieści się zazębiają, to jednak nie można ich traktować, jako całość. 
"Pudełko z marzeniami" trafiło do mnie tuż przed świętami, w pięknym opakowaniu, z przemiłymi dodatkami. Aż szkoda mi było rozpakować tak cudną przesyłkę! Przez te świąteczne akcenty skojarzenia, co do treści nasuwają się same. Na szczęście powieść ta jest bardziej uniwersalna i poza niewielkim wątkiem świątecznym, całość nie jest jakoś specjalnie utrzymana w tym klimacie. 


"Pudełko z marzeniami" więc czytać także w innym okresie roku, a nawet polecić na zbliżające się Walentynki. Co też zrobię, choć uczciwie zaznaczam, że cała historia miłosna jest tutaj ukazana trochę z przymrużeniem oka, ale za to czyta się ją bardzo przyjemnie.

Sardegna

Sobota w Katowicach, czyli o dwóch spotkaniach autorskich, w ramach Book Blog Meeting


posted by Sardegna on

6 comments

W poście podsumowującym miniony miesiąc pisałam, że w styczniu udało mi się wziąć udział w prawdzie tylko w jednym, ale za to bardzo sympatycznym, wydarzeniu literackim. Mowa jest tutaj o III edycji Blog Book Meeting, zorganizowanym przez dziewczyny: Kasię z Poligonu Domowego oraz Paulinę z Yakie Fayne.


Spotkanie miało miejsce 27 stycznia w sobotę, organizowane było w małej, klimatycznej knajpce Kawiarnia Fotograficzna w Katowicach, a ja choć całkiem nieźle orientuję się w topografii miasta, nie miałam pojęcia, że takie miejsce na ulicy PCK istnieje. Fajna miejscówka, być może jeszcze kiedyś z niej skorzystam. W sumie dzięki temu, że wydarzenie miało miejsce właśnie w Katowicach, mogłam się na nim pojawić. Poprzednie edycje BBM również zapowiadały się ciekawie, jednak prze to, że odbywały się w Sosnowcu, do którego dość trudno mi dojechać, na żadne z nich nie dotarłam. 

Wracając jednak do tegorocznej imprezy, plan Blog Book Meeting zakładał spotkania z czterema polskimi autorami: Hanną Greń, Anną Tabak, Augustą Docher vel Beatą Majewską oraz Pig Outem. Jako że nie czytałam żadnej książki dwóch pierwszych autorek, postanowiłam wybrać się do Kawiarni Fotograficznej dopiero na godzinę 14.00, kiedy to miała rozpocząć się dyskusja z Augustą Docher. Bardzo się ucieszyłam, bowiem w końcu nadarzyła się okazja na spotkanie oko w oko z pisarką i poproszenie o wpis do książki. Jak do tej pory przeczytałam tylko jedną powieść Autorki: "Najlepszy powód, by żyć". Zabrałam ją nawet na TK do Katowic, z zamiarem ustawienia się w kolejce po autograf,  jednak obowiązki targowe na stosiku wymiany ŚBK pokrzyżowały mi plany, więc ostatecznie wróciłam w październiku z niepodpisaną książką. W końcu miało się to zmienić!

Spotkanie z Beatą Głąb, piszącą pod pseudonimami Augusty Docher oraz Beaty Majewskiej przebiegło pod hasłem małego jubileuszu, bowiem Autorka świętowała wydanie swojej 10 powieści ("Eperu", "Habbatum", "Batawe", "Anatomia uległości", "Konkurs na żonę", "Bilet do szczęścia", "Zdążyć z miłością","Najlepszy powód, by żyć", "Kryształowe serca" oraz najnowszy "Baśnik"). Z tej okazji poczęstowała wszystkich obecnych na spotkaniu, pysznym tortem. Tym bardzo miłym akcentem rozpoczęliśmy sympatyczną rozmowę z pisarką.


Autorka opowiadała o początkach swojej przygody z pisaniem, o szukaniu wydawcy, o samym procesie wydawniczym, promocji, relacjach z czytelnikami. Opowiedziała także o genezie powstania powieści "Najlepszy powód, by żyć". Spotkanie przebiegło w bardzo miłej atmosferze, a czas na nie zaplanowany minął błyskawicznie.


Później przyszła pora na rozdawanie autografów, podpisy i rozmowy prywatne. I tym oto sposobem mam w końcu podpis w swoim egzemplarzu książki.

Otrzymałam też, wraz z innymi blogerkami najnowszą powieść "Baśnik" i zrobiłyśmy sobie pamiątkowe zdjęcie z Autorką:


Po spotkaniu z Augustą Docher przyszedł czas na PigOuta. Miałam już okazję spotkać się z blogerem na TK w Krakowie i wtedy poprosić o wpis w jego książce "Świnia ryje w sieci, czyli z pamiętnika hejtera", więc tym razem nie nastawiałam się na takie atrakcje. Bardziej zależało mi na samej dyskusji i zadaniu kilku pytań. Jak się można domyślić, spotkanie z PigOutem pełne było humoru i zabawnych nawiązań, ale nie tylko. Bloger opowiadał o początkach popularności w sieci, o momencie przełomowym, kiedy to to jego teksty zaczęły cieszyć się największym zainteresowaniem, o pracy nad książką, współpracy z wydawnictwem, spotkaniach z czytelnikami. Nie obyło się bez skomentowania najśmieszniejszych jego tekstów, pytań o inspiracje czy sam proces tworzenia notki.


Lubię bardzo takie spotkania autorskie i strasznie żałuję, że uczestniczę w nich tak rzadko. W każdym razie III edycja Blog Book Meeting, to bardzo fajna inicjatywa i z chęcią skorzystam z kolejnej, jeżeli będę miała taką możliwość.

Sardegna

"Oskarżenie" Remigiusz Mróz


posted by Sardegna on , , , ,

2 comments


Wydawnictwo: Czwarta Strona
Liczba stron:  564
 Moja ocena : 6/6

Niedawno pisałam o "Wieży milczenia", czyli sensacyjnym debiucie Remigiusza Mroza, książce, która zupełnie nie przypadła mi do gustu. Dziś natomiast będę się zachwycać i wypowiadać w samych superlatywach o "Oskarżeniu", czyli szóstym tomie prawniczej serii o Chyłce i Zordonie. Przeczytałam wszystkie poprzednie części, żeby nie było ("Kasacja", "Zaginięcie", "Rewizja", "Immunitet", "Inwigilacja"), obeznana jestem więc w zaskakujących zakończeniach, sensacyjnych zwrotach akcji, czy nagłych zawirowaniach w życiu osobistym i zawodowym głównych bohaterów, które serwował nam Autor. Zdawało mi się też, że nie ma już wątku, który mógłby zostać wprowadzony do tej serii i dałby radę jakoś wyjątkowo mnie zaskoczyć bądź wyprowadzić z równowagi. Jakże się myliłam!

Wielokrotnie pisałam o tym, że najwyżej oceniam "Kasację", czyli tom pierwszy, najświeższy i najbardziej odkrywczy. Kolejne części podobały mi się bardzo, jeśli chodzi o wątek związany z życiem osobistym bohaterów bądź ich wzajemną relacją, jednak nie zawsze były dla mnie równie interesujące, w odniesieniu do opisywanej sprawy kryminalnej i działań prawniczych, prowadzonych wokół niej.

"Oskarżenie" przebiło jednak wszystko. W przypadku tej historii nie miałam żadnych wątpliwości, że dorównuje ona "Kasacji". Wymyślona intryga jest chyba najciekawsza ze wszystkich (no, może oceniłabym ją na równi z pierwszym tomem), a wszystko, co dzieje się w jej konsekwencji, związane z Chyłką i Zordonem, ich życiem osobistym, zawodowym, nawiązania do wydarzeń z poprzednich tomów, sprawiło, że czytałam tą część, jakbym po raz pierwszy zetknęła się z tą historią, w ogóle. 

Chyłka, po wypadku, o którym sama mówi, że naznaczył ją "piętnem dżihadu", popada w chwilową izolacjęs i marazm, jednak bardzo szybko się z niego otrząsa, kiedy to na horyzoncie pojawia się wyjątkowo trudna sprawa, mająca swój początek w latach 80-tych XX wieku. Dawny działacz Solidarności, Tadeusz Tarasewicz, człowiek owego czasu bardzo zasłużony dla kraju, odsiaduje już kolejny rok kary więzienia, będąc oskarżonym o brutalne zabójstwo trzech młodych chłopców na tle seksualnym. Znienacka jednak pojawiają się dowody, które mogą poddać w wątpliwość jego winę, a więc wznowić sprawę. Do Chyłki zgłasza się pełna nadziei na uniewinnienie, żona Tarasewicza, przekazując informacje, które mogą naprawdę ocalić oskarżonego. Wiadomość, że jedna z małoletnich, potencjalnych ofiar zabójcy, żyje, jest mocnym argumentem, jednak Chyłka do sprawy przekonuje się dopiero w momencie, kiedy żona Tarasawicza umiera w niewyjaśnionych okolicznościach. 

Joanna szybko więc otrząsa się z chwilowej niemocy, zwraca do Zordona, aby wspólnie podjąć pewne kroki, i jak najwięcej dowiedzieć się o przestępstwie sprzed lat. Nieoczekiwanie jednak sprawy się komplikują, kiedy to Kordian zostaje aresztowany pod zarzutem dokonania eutanazji swojej matki (ta sprawa była już poruszana we wcześniejszych tomach, więc nie jest to nowy wątek). Zordon osadzony na czas przygotowania oskarżenia, przeżywa prawdziwą gehennę, bowiem w tym samym ośrodku znajduje się też jego największy wróg. Kordian zaczyna się poważnie obawiać o swoje życie, Chyłka natomiast musi ruszyć niebo i ziemię, by ochronić przyjaciela.  

Co tego, co chwilę wychodzą na jaw nowe fakty i dowody w sprawie morderstwa chłopców sprzed lat, prowadzące do pewnego ośrodka opiekuńczego, pobliskiej parafii oraz znanego prokuratora. Co gorsza jednak, wiążą się ze sprawą, o którą jest oskarżony Zordon. Chyłka dwoi się i troi, aby ogarnąć sytuację i choć ciągle jest w formie, mimo zaawansowanej ciąży, to jednak niektóre sytuacje wyraźnie ją przyrastają. Na horyzoncie pojawiają się też ludzie, którym obecność ciężarnej prawniczki wyraźnie nie jest na rękę.

Jak rozwinie się pobyt Zordona w więzieniu? Czy Tarasewicz winny jest popełnionym zbrodniom, czy został w nie wrobiony? Czy ciąża Chyłki doczeka się szczęśliwego rozwiązania? No i najważniejsze pytanie: czy relacja prawników posunie się w końcu w pożądanym kierunku?

Kto czytał poprzednie części prawniczej serii Remigiusza Mroza, ten wie, że każdy z pięciu poprzednich tomów miał dramatyczne zakończenie. Nie inaczej było i tym razem. Chociaż śmiem twierdzić, że ani ciąża Chyłki, ani kwas nie zrobiły na mnie takiego wrażenia, jak to, co działo się w "Oskarżeniu".
O twórczości Autora można dyskutować. Jednym bardziej przypadnie do gustu seria kryminalna, innym ta, napisana pod pseudonimem, jeszcze innym - powieści indywidualne. Dla mnie bezsprzecznym numerem jeden jest seria o Chyłce i Zordonie. Teraz pozostaje mi już nic innego, jak czekać na tom siódmy i ewentualną ekranizację przygód bohaterów. Oby tylko okazała się godna pierwowzoru.

Sardegna

"Jak zawsze" Zygmunt Miłoszewski


posted by Sardegna on , , , ,

6 comments

 
Wydawnictwo: W.A.B
Liczba stron:  480
Moja ocena : 6/6

Oto proszę państwa, mam kandydata na książką roku 2018! "Jak zawsze" Zygmunta Miłoszewskiego musiało poczekać parę tygodni na swoje pięć minut, ale uwierzcie, było warto! Odłożenie jej na bok i przeczytanie dopiero po nerwowym sezonie świątecznym, było jedną z lepszych decyzji czytelniczych, jakie podjęłam. Mogłam delektować się każdym kolejnym rozdziałem, każdą kolejną stroną, wyszukiwać smaczki, nawiązania, po prostu cieszyć się lekturą.

Ta historia jest niesamowita! Bardzo mądrze napisana, ale także wyjątkowo ciekawa. Nie spotkałam się ostatnimi czasy z tak nietypową fabułą i interesującym pomysłem na książkę. Zygmunt Miłoszewski bardzo mnie zaskoczył. Pisarz, który do tej pory kojarzony był głownie, jako twórca kryminałów (czytałam wprawdzie tylko opowiadanie "Umrzeć przed śmiercią", ale mam na półce serię o Szackim), teraz pokazuje się w zupełnie nowej odsłonie, jako autor powieści obyczajowej, trochę nawet fantastycznej, tworząc alternatywną, polską rzeczywistość.

Miłoszewski w tej książce udowadnia też, że ma niesamowite poczucie humoru, umiejętność bawienia się słowem i nawiązywania do kultowych, prl-owskich motywów czy haseł. Swobodnie kreuje tą niestandardową historię, potwierdzając, że jest po prostu inteligentnym człowiekiem, potrafiącym napisać powieść w gatunku, do którego pozornie zupełnie nie pasuje.

"Jak zawsze" zaskoczyło mnie i wciągnęło praktycznie od pierwszych stron. Droga, jaką obrał Autor jest zaskakująca i taka "świeża" (wiecie, co mam na myśli). I to się czuje w trakcie lektury, która staje się niebanalną, a nie kolejną z wielu tendencyjnych historii obyczajowych.

Grażyna i Ludwik są parą staruszków, którzy w roku 2013 świętują swoją 50 rocznicę ślubu. Dzień ten sprzyja dobrym wspomnieniom wspólnego życia, ale też okazją do wypowiedzenia skrywanych pretensji i nagromadzonych przez te wszystkie lata, żali. Para, choć uważa, że dobrze przeżyła swoje 50 wspólnych lat, coś by w swej historii zmieniła. Przede wszystkim żal im relacji z synem, który zmarł młodo, bo po czterdziestce, a jego rodzice nie zdążyli się nim nacieszyć. Grażynie i Ludwikowi dana będzie jednak jeszcze jedna szansa. Następnego ranka budzą się oni bowiem w 1963 roku, młodsi o 50 lat, będąc w przełomowych momentach swojego życia, u progu stworzenia wspólnego związku.

Nowością jest jednak to, że bohaterowie budzą się w alternatywnej, polskiej rzeczywistości, gdzie nasz kraj po wojnie, nie znajduje się pod wpływami Moskwy, za żelazną kurtyną, jest natomiast po zupełnie przeciwnej stronie barykady, "pod opieką" zachodu, a dokładnie Francji. W nowej Polsce niczego nie brakuje, sklepy pękają w szwach od przeróżnych specjałów, w szkołach stawia się na język francuski, również kultura i sztuka zaczynają wyraźnie nim przesiąkać. W kraju rządzi prezydent Kwiatkowski, natomiast jego przeciwnikami są zwolennicy Unii, czyli oddzielenia Polski od wpływów zachodu i pójścia w stronę niezależności, a nawet skierowania się w stronę komunistycznego sąsiada. Jak się można domyślić, powojenna Polska w nowej wersji, nie jest wolna od problemów i ma swoje słabe strony, które to w głównej mierze stanowią argumenty dla zwolenników Unii i oddzielenia się od zachodniego "opiekuna".

I to właśnie w taką rzeczywistość wpada para wiekowych małżonków, którzy w ciele trzydziestolatków skrywają siedemdziesięcioletnie doświadczenie. Jako że rok 1963, w którym się pobrali był dla nich przełomowy, bo Ludwik nie rozwiódł się jeszcze ze swoją pierwszą żoną, a Grażyna spotyka się ciągle ze swoją dawną miłością, Adamem, to czy wobec tak nietypowych okoliczności, nowych możliwości i drugiej szansy od losu, bohaterowie ponownie postanowią przeżyć życie wspólnie? 

"Jak zawsze" to wyjątkowa opowieść, która dla każdego może mieć inne znaczenie. Komuś może dostarczać rozrywki, zainteresować ciekawym studium narodu, czy alternatywną historią naszego kraju. Inni czytelnicy mogą zwrócić głównie uwagę na aspekt obyczajowy, a lektura skłoni ich do zastanowienia się nad własnym życiem. Czy aby na pewno przezywamy je, tak jak należy? Czy nie przyjdzie nam w przyszłości żałować jakiś straconych możliwości i szans? 

Powieść ta staje się dla mnie w tym momencie lekturą nr 1 roku 2018. Faktycznie jest dopiero styczeń, więc w ciągu kolejnych miesięcy może się ta sytuacja zmienić, ale już teraz wiem, że inne książki będą musiały naprawdę zaproponować coś ekstra, żeby stać się realną konkurencją dla "Jak zawsze".

Sardegna

Soy Luna "Początek lata", "Zaczyna się podróż", "Mieszane uczucia" Paco Jimenez


posted by Sardegna on , , , ,

No comments


Dwa lata temu pisałam o tym, jak to moja ówcześnie ośmioletnia Córka przeżywa fascynację bohaterką serialu "Soy Luna", czyli Luną Valiente, nastolatką, uwielbiającą jeździć na wrotkach. Dzisiaj mogę potwierdzić, że ta fascynacja, choć weszła na nieco inny poziom, nadal działa, a zaciekawienie owym serialem i postaciami grającymi w nim główna rolę, jest najdłuższym, jak do tej pory zainteresowaniem, jaki zarejestrowałam w jej wydaniu..

Luna, sympatyczna i pełna pasji dziewczyna, przeprowadza się wraz ze swoimi przybranymi rodzicami z Cancun w Meksyku do Buenos Aires. Wtedy to jej życie, przewraca się do góry nogami, bowiem na skutek zmiany pracy rodziców, nie dość, że wyjeżdża za granicę, to jeszcze do tego trafia do świata elity i całego jej przepychu i bogactwa. Nowa rzeczywistość, ekskluzywna szkoła, to wszystko jest dla niej bardzo trudne, jednak dzięki swej pasji, czyli jeździe na wrotkach szybko zjednuje sobie nowych przyjaciół. Luna uwielbia spędzać czas na lokalnym wrotkowisku "Jam & Roller", tam też, oprócz nowych znajomych, poznaje swojego wymarzonego chłopaka, z którym początkowo popada w konflikt. Jednak wiadomo, że kto się czubi, ten się lubi, więc związek Luny i Matteo przejdzie wiele faz i będzie bardzo burzliwy.

Oczywiście serial "Soy Luna" to taka telenowela dla dzieci, więc nie brakuje w nim tajemnic, które przed widzami odkrywane są stopniowo. W wypadku Luny zagadką będzie odkrycie jej prawdziwego pochodzenia. Dziewczyna, która kiedyś została adoptowana, tak naprawdę jest spadkobierczynią wielkiej fortuny. Do głównego motywu dochodzą jeszcze perypetie przyjacielsko - uczuciowe między bohaterami serialu, a także konflikty, pojawiające się głównie za sprawą Ambar, czyli przeciwniczki Luny, lokalnej gwiazdy wrotkowiska, która zrobi wszystko, aby uprzykrzyć życie sympatycznej Meksykance. 

Moje dziecko od dwóch ogląda namiętnie ten serial, aktualnie drugi sezon, nie gardzi też powtórkami. Luna jest już nieco starsza, więc i jej życie wygląda już nieco inaczej. Również jej przyjaciele dojrzewają, zmieniają się fizycznie i wizualnie, co jednak nie zmienia faktu, że ich przygody nadal oglądane są z zapartym tchem przez moją Córkę. Koncept serialu nadal utrzymuje się na takim samym poziomie, więc i nie oponuję specjalnie i pozwalam go mojej prawie Dziesięciolatce regularnie oglądać. 

Czasami zaopatruję moje dziecko w różne gadżety, związane z jej ulubioną bohaterką. Na przykład, na początku roku szkolnego kupiłyśmy piórnik czy przybory szkolne z wizerunkiem Luny. Możecie więc sobie wyobrazić ekscytację, kiedy zaprezentowałam jej powyższą serię książek inspirowanych serialem. 

Faktycznie, po lekturze wszystkich tomów, Dziesięciolatka oceniła, że oddają one dość wiernie fabułę serialu, przez to są raczej przewidywalne, jednak ostatecznie całą serię czytało się jej bardzo dobrze.


"Soy Luna. Początek lata" 
Wydawnictwo: Egmont
Liczba stron: 152
 Moja ocena : 5/6 

Pierwszy tom opisuje sam początek historii Luny, kiedy to mieszka ona wraz z przybranymi rodzicami w Cancun, a jej najlepszym przyjacielem jest Simon. Dziewczyna całe letnie dnie spędza jeżdżąc na wrotkach i bawiąc się z przyjaciółmi. Spędza też czas z Caroline, koleżanką poznaną w czasie wakacji, wraz z Simonem szuka sezonowej pracy, próbuje też pomóc koledze, kiedy ten ma się spotkać z dawną miłością. Dla Luny te wakacje są niesamowicie energetyczne, radosne i beztroskie.

  
 "Soy Luna. Zaczyna się podróż"
Wydawnictwo: Egmont
Liczba stron: 156
 Moja ocena : 5/6

Kiedy rodzice dziewczyny otrzymują propozycję wyjazdu do pracy do Buenos Aires, Luna początkowo nie chce się na to zgodzić, z czasem jednak ulega. Nowe miejsce przyniesie jej radość, nowe znajomości, a nawet miłość, jednak nowe życie nie będzie wolne od problemów, kłótni i zawiści. W miejscowej szkole i na wrotkowisku "Jam & Roller" rządzi bowiem Ambar, która nie pozwoli, aby jakaś nowa dziewczyna odwróciła uwagę od jej osoby.
"Soy Luna. Mieszane uczucia"
Wydawnictwo: Egmont
Liczba stron: 160
 Moja ocena : 5/6
 
Tom trzeci inspirowany jest kolejnymi odcinkami serialu (25 - 40), sezonu pierwszego. Luna chodzi do szkoły, trenuje na wrotkowisku, ma też szansę wziąć udział w konkursie tanecznym na wrotkach. Dziewczyna rozdarta jest też między uczuciem do Simona i Matteo, ciągle też popadła w kłopoty, głównie za sprawą Ambar, która robi wszystko, aby Luna miała pod górkę. W tomie tym nieco bardziej rozwinięty jest też wątek pochodzenia Luny, sekretów skrywanych przez panią Sharon, czyli demoniczną ciotkę Ambar i jej ponurego pracownika Ray'a.


Patrząc okiem rodzica na tą serię, nie jest ona może powalająca, ale spore znaczenie będzie miała dla fanek "Soy Luny" i Carol Sevilli, czyli młodej aktorki, grającej główną rolę w tym serialu. Książki mają spory druk, a rozdziały nie są zbyt długie, może to więc skłonić nieco bardziej oporne dzieci do sięgnięcia po lekturę i samodzielnego ich przeczytania. Jeżeli więc macie w domu małą fankę serialu, która niekoniecznie lubi czytać, seria ta może pomóc Wam w przełamaniu dziecięcego oporu.
 
  Sardegna

"Za niebieskimi drzwiami" Marcin Szczygielski


posted by Sardegna on , , , ,

2 comments


Wydawnictwo: Latarnik
Liczba stron: 232
 Moja ocena : 6/6

Znacie to wspaniałe uczucie, kiedy przez zupełny przypadek trafiacie na niesamowita książkę? Tak miałam właśnie z powyższą powieścią dla dzieci i młodzieży "Za niebieskimi drzwiami" Marcina Szczygielskiego. Kojarzyłam tytuł, ale głównie z ekranizacji, o której słyszałam różne opinie między innymi, że jest straszna i niektóre dzieci bardzo film przeżywają. Stąd też porzuciłam owego czasu pomysł pójścia z moimi osobistymi dzieciakami na seans, choć mnie bardzo korciło. Później właściwie zupełnie o tym tytule zapomniałam i pewnie nie dowiedziałabym się niczego więcej na jego temat do dziś, gdyby nie kwestia książki i lektury szkolnej. Przy okazji czytania jej w klasie na głos, nieźle wkręciłam się w treść. Bo musicie wiedzieć, że książka ta jest rewelacyjna! I nie jest to tylko moje czcze gadanie. Wszystko jest świetne w tej opowieści: super pomysł na fabułę, przemyślana od początku do końca akcja, wplecenie wątków fantastycznych w te, jak najbardziej realne, kreacja bohaterów, dbałość o szczegóły, no i powalające zakończenie.

Skoro na mnie, dorosłym czytelniku, mającym już doświadczenie z przeróżnymi lekturami dziecięco - młodzieżowymi, ta powieść zrobiła takie wrażenie, to wyobraźcie sobie, jak musiała się spodobać piątoklasistom. I faktycznie. Widziałam emocje, zachwyt, strach, ciekawość, w ich oczach, kiedy odkrywałam przed nimi kolejne karty tej historii, czytając ją na głos. Dzieciaki były zachwycone. Zdaje mi się, że "Za niebieskimi drzwiami" będzie jedną z najlepiej zapamiętanych i wspominanych przez nich, lektur szkolnych. Powiem więcej, w rozmowie na jej temat wielokrotnie z ust dzieci padało hasło, że książka jest o wiele lepsza od filmu, a to moim zdaniem wiele o tej powieści mówi i stanowi dla niej wielkie wyróżnienie!

Nie dziwi więc fakt, że książka dostała Nagrodą Dużego Donga w 2010, przyznawaną przez Polską Sekcję IBBY oraz zdobyła II nagrodę w III Konkursie Literatury Dziecięcej im. Haliny Skrobiszewskiej. Mnie tylko zastanawia fakt, jak mogłam przez 7 lat do tej książki nie dotrzeć ... ale to już temat na zupełnie inny wpis...

Wracając jednak do samej powieści: jej fabuła jest iście wybuchową mieszanką wydarzeń fantastycznych i tych, jak najbardziej realnych i współczesnych. Dwunastoletni Łukasz, jadąc za mamą na wakacje ulega poważnemu wypadkowi samochodowemu, w wyniku którego jego noga nie pracuje, jak należy, a mama, pod wpływem urazów zapada w śpiączkę. Chłopak po dość długiej rehabilitacji, jako że nie ma innych krewnych, zostaje przygarnięty przez sąsiadkę, po czasie jednak zgłasza się po niego nieco dziwna kobieta, twierdząca, że jest siostrą mamy. Łukasz udaje się z ciotką Agatą do Brzegu, małej, nadmorskiej miejscowości, gdzie znajduje się pensjonat "Wysoki Klif", należący od pokoleń do rodziny Łukasza, i tam musi nauczyć się żyć od nowa. Trudno mu odnaleźć się w nieznanym otoczeniu, popada też w konflikt z miejscowymi dzieciakami. Dlatego trochę z nudów, trochę na przekór ciotce, głównie spędza czas na buszowaniu po starym domostwie. Wszystko zmienia się jednak w momencie, kiedy przez zupełny przypadek odkrywa największą tajemnicę "Wysokiego Klifu", czyli to, co znajduje się za niebieskimi drzwiami jednego z pokoi.

Świat odkryty po drugiej stronie drzwi jest fascynujący i groźny zarazem. Co Łukasz w nim znajdzie? Jaki sekret skrywa tajemnicza kraina ze srebrzystym niebem? Czy ma ona coś wspólnego z przeszłością rodziny chłopca? A może to tylko wytwór wyobraźni samotnego i załamanego po wypadku nastolatka?

Myśląc o tej lekturze nasuwa mi się tylko jedno słowo: WOW! Ta książka jest niesamowita, ekscytująca, przerażająca i mądra, jednocześnie. Nie wiem, co jest bardziej w niej wyjątkowego i ekscytującego: czy wątek srebrnego świata i wszystkich wydarzeń, z nim związanych, czy może bardziej to, co dzieje się "realnie" w "Wysokim Klifie". Choć pewnie jest to jedno, i drugie, idealnie ze sobą połączone i współgrające, tworzące fascynującą opowieść dla młodego czytelnika, pełną emocji, wzruszeń, pasji, przygody, a nawet sensacji. Takich lektur dzieciom potrzeba! Dzięki takim książkom dzieci pokochają czytanie. Jakże bowiem przejść obojętnie obok TAKIEJ historii! Nie ma opcji! Nawet najbardziej oporny czytelnik wciągnie się w przygody Łukasza i będzie mu skrycie kibicował, choć może na głos nigdy się do tego nie przyzna.

Po lekturze "Za niebieskimi drzwiami" zostało mi tylko zainteresować się innymi powieściami dla dzieci, autorstwa pana Marcina Szczygielskiego. "Czarny młyn", "Teatr niewidzialnych dzieci", "Klątwa dziewiątych urodzin", "Arka czasu", "Czarownica piętro niżej" zostają wpisane na listę "do przeczytania". Mam nadzieję, że za niedługo będę mogła napisać o nich coś więcej.

Sardegna