Już czytam sam! #12 "65 - piętrowy domek na drzewie" i ... "13 - piętrowy domek na drzewie"


posted by Sardegna on , , , , , , ,

No comments

Z tymi "Domkami na drzewie" to jakiś obłęd! Moja Dziewięciolatka oszalała na ich punkcie jeszcze bardziej, niż to miało miejsce w przypadku "Dzienników Cwaniaczka" (o których pisałam TU i TU). Zdaje mi się, że nawet sami autorzy Andy Griffiths i Terry Denton nie spodziewali się aż takiej popularności swej serii. Świadczyć o tym może fakt, że tom pierwszy jest niemalże o połowę cieńszy, niż część najnowsza. Ale wiecie, kiedy rośnie zainteresowanie, muszą mnożyć się pomysły. W każdym razie moja Córka jest na bieżąco z kolejnymi tomami:
"39 - piętrowy domek na drzewie"
"52 - piętrowy domek na drzewie"

Do szczęścia brakowało jej tylko tomu pierwszego, czyli "13 - piętrowego domku na drzewie" i najnowszego, czyli "65 - piętrowego..." Pierwszy sprezentowałam jej przy okazji tegorocznych WTK, co do drugiego, z pomocą przyszła Nasza Księgarnia.  Teraz już moje dziecko ma na własność swoją kolekcję domków, w liczbie pięciu tomów.

Wydawnictwo: Nasza Księgarnia
Liczba stron: 256
Moja ocena : 5/6

W "13 - piętrowym domku..." poznajemy początki przygód Andy'ego i Terry'ego. Domek chłopaków nie jest jeszcze aż tak bardzo rozbudowany, choć znajduje się w nim kilka ciekawych pomieszczeń i sposobów na umilenie sobie czasu wolnego. Jest tam pokój zabaw, tajne, podziemne laboratorium, basen z łakomymi rekinami, fontanny z oranżadą, kręgielnia, liany, na których można się huśtać oraz przeźroczysty basen. Chłopcy zajmują się pisaniem i ilustrowaniem książek, opowiadają więc czytelnikom, skąd biorą na to pomysły. Czasami główkują, jak szaleni, bo nie mają koncepcji, o czym nowym pisać, ale zazwyczaj nie mają z tym problemu, bowiem codziennie przydarzają im się niesamowite przygody, wystarczy wtedy tylko je spisać, dorysować kilka ilustracji i książka jest już gotowa!

W wypadku 13 - piętrowego domku, Terry postanawia zamienić kota w kanarka i wyhodować z jaj małpę morską, która przez przypadek okazuje się syreną. Kolejno, chłopcy walczą z morskim potworem, w którego syrena się zmienia, ostatecznie traktując ją zmniejszaczem do bananów. Potem produkują pianki w ilości znacznej, piszą o przygodach Superpalca oraz próbują ujarzmić stado prawdziwych (nie morskich) małp, a wszystko to w czasie, kiedy termin pisania nowej książki goni, jak szalony!

Standardowo, w tej historii pełno jest śmiesznych gagów, żartów sytuacyjnych, które przedstawiane są również na rysunkach. To nic, że momentami więcej jest tych obrazków, niż samego tekstu, ale na tym właśnie polega cały urok tej książki. Jak widać, takie "komiksowe" książki okazują się być niezmiernie atrakcyjne dla czytających dzieciaków.


Wydawnictwo: Nasza Księgarnia
Liczba stron: 384
Moja ocena : 5/6
 
Tom najnowszy "65 - piętrowego domku na drzewie", będący jednocześnie najbardziej obszernym, jest nie mniej zakręcony od poprzednich części. Domek Andy'ego i Terry'ego ma dobudowane nowe piętra, na których znajdują się: pokój urodzinowy, salon piękności dla zwierząt, klonowalnia, pokój nie - urodzinowy, sala eksplodujących gałek ocznych, drzewna telewizja, orkiestra piszczących balonów, sklep z lizakami, niewidzialne piętro, domek dla sów, mrówcza farma, strzelnica oraz piętro - lotne piaski. Cóż jednak z tego, skoro chłopaki nadal nie mają pozwolenia na budowę domku na drzewie. Jak więc rozwiązać ten problem, kiedy do drzwi puka Inspektor Bąbelek, oczekując odpowiednich dokumentów, które nie istnieją?


Bohaterowie posiadają na szczęście maszynę czasu, która przeniesie ich w przeszłość, żeby mogli zdobyć odpowiednie zezwolenie budowlane. Co jednak się stanie, kiedy posuną się oni zbyt daleko w swej podróży? Atak mrówek, które formują Wielką Mrówczą Stopę to nic, w porównaniu z wylądowaniem w epoce dinozaurów czy uczeniem ludzi pierwotnych, czym jest sztuka. 

Na koniec napiszę jeszcze tylko, że dotarcie chłopaków do ery kamienia łupanego to dopiero połowa ich przygód, opisanych w książce. Resztę natomiast zostawiam dzieciakom samym do odkrycia.

Nie będzie dla nikogo zaskoczeniem, kiedy napiszę, że w przygotowaniu jest już tom kolejny, tej zabawnej, ni to fabularnej, ni to komiksowej, opowiastki. Na pewno zaopatrzę Dziewięciolatkę w "78 - piętowy domek na drzewie", którego sama jestem ciekawa, no bo jakież to nowe pomieszczenia i szalone przygody mogą wymyślić jeszcze autorzy, skoro wszytko już było! 

  Sardegna

"Ulysses Moore. Piraci z Mórz z Wyobraźni" Pierdomenico Baccalario


posted by Sardegna on , , , , ,

4 comments


Wydawnictwo: fk Olesiejuk
Liczba stron: 282
Moja ocena : 3/6


Kojarzycie serię książek przygód Ulyssesa Moore'a, zaadresowaną dla młodzieży?  Tą liczącą sobie 12 tomów kolekcję, której pierwszym tomem były najbardziej znane "Wrota czasu" przeczytałam już dość dawno temu, a o moich wrażeniach możecie przeczytać TU, TU , TU i TU . Ta rozbudowana historia opowiada o bogatych przygodach Julii, Jasona i Ricka, trójki dzieciaków, które penetrują tajemniczą Willę Argo, znajdują Metis, czyli magiczną łódź właściciela, i na jej pokładzie podróżują w czasie.

Dwanaście tomów dość wyczerpująco opisuje wszystkie przygody młodych bohaterów, wprowadza też niezliczoną ilość nowych postaci, dlatego ogarnięcie całej historii jest dość wyczerpujące, ale w pozytywnym tego słowa znaczeniu.Wiem też, że dla nastolatków, będących fanami serii, ta opowieść nie ma żadnych tajemnic. Potrafią oni na wyrywki podawać fakty, analizować scenki sytuacyjne, czy prowadzić rozmowy na ten poszczególnych tomów. Mogą tym zadziwić i zawstydzić niejednego dorosłego czytelnika, wiem, po przerobiłam to na własnej skórze, miotając się w odpowiedziach. 

W każdym razie, całą serię przeczytałam w wakacje, dość dawno i bardzo się zdziwiłam, kiedy na rynku wydawniczym pojawił się nowy tom serii. 13 księga o tytule "Statek czasu" będąca już nową historią, ale napisaną w oparciu o starych bohaterów i poprzednie wydarzenia, bardzo mi się spodobała i widziałam w niej spory potencjał na rozwinięcie tej opowieści w nowym kierunku (piszę o tym dokładnie TUTAJ), natomiast tom kolejny "Podróż do Mrocznych Portów" okazał się już totalnym niewypałem (link). 

Będąc jednak po lekturze "Piratów z Mórz z Wyobraźni", czyli 15go, muszę ze smutkiem stwierdzić, że im dalej, tym gorzej. Ta część jest równie słaba, co poprzednia, a co gorsza, o ile "Podróż..." miała dla mnie jeszcze sens, bowiem rozwijała wątek "Statku czasu", to w przypadku "Piratów..." nie widzę już żadnego połączenia z główną opowieścią. Nie wiem, czy to wynika z faktu, że tom 14 mnie tak wynudził, że większość wątków zostało przeze mnie zapomnianych, czy sama historia mi się już "przejadła", niestety nie było dobrze...
 

Mimo że wszystko było, jak zwykle, bohaterowie ci sami, historia znajoma, Całość okazała się powtarzalna i mało porywająca. Murray i Mina z pomocą Metis, czyli tajemniczej łodzi prowadzącej ich na nieznane wody, muszą zawalczyć przeciwko wspólnemu wrogowi Kilmore Cove, Larry'emu Huxley'owi, znanemu czytelnikom z poprzedniego tomu. Rebelianci będą musieli odszukać też zaginionego Ulyssesa Moore'a, a pomóc im w tym ma Penelopa, żona Ulyssesa, a także ich przyjaciel, profesor Galappi.
No i mimo tego nawiązania do wydarzeń już znanych, nie podobało mi się. Powiem więcej, przeczytanie tej książki, która jest napisana dużym drukiem i ma krótkie rozdziały, zajęło mi dosłownie dwa - trzy miesiące. Starałam się, naprawdę. Czytałam po fragmencie, ale nie potrafiłam wkręcić się w opowieść. 

Oczywiście, jeżeli ktoś mimo tego, skłoni się ku tej serii, musi wiedzieć, że ta część jest ściśle związana z poprzednim, dlatego absolutnie nie polecam czytać jej indywidualnie. Posunę się o krok dalej i napiszę, że w ogóle nie polecam czytać tej nowej serii. Starą, czyli tą do tomu 12, jak najbardziej, natomiast resztę możecie sobie spokojnie podarować.

I szkoda mi trochę, bo naprawdę byłam wielką fanką serii, ale, jak widać, co za dużo, to niezdrowo. Według mnie ta historia powinna zakończyć się na tomie 12. Autor chciał chyba popłynąć na fali popularności "Wrót czasu" i rozwinął wątek, wprowadzając nowe elementy. Jak widać jednak, na dłuższą metę to mu się nie udało. Na plus zasługuje natomiast piękne wydanie, w twardej oprawie, z obwolutą, mapami, rycinami i szkicami. Wszystko utrzymane w podobnym stylu, jak reszta kolekcji. Podsumowując, nie wiem, ile części "Ulyssesa Moore'a" jeszcze powstanie, ale ja już chyba za nie podziękuję.

  Sardegna

"Titanic. Pamiętna noc" Walter Lord


posted by Sardegna on , , , ,

No comments


Wydawnictwo:  Agora
Liczba stron: 286
Moja ocena : 6/6

Historia tego legendarnego transatlantyku, który zatonął w nocy z 14 na 15 kwietnia 1912 roku po zderzeniu z górą lodową, fascynuje  wielu. Titanic przez lata stał się inspiracją do nakręcenia filmów katastroficznych, czy pisania publikacji, w których autorzy próbowali zmierzyć się wyjaśnieniem przyczyn zatonięcia statku czy opisaniem przebiegu katastrofy, krok po kroku. 

Nawet teraz, ponad sto lat później, ciągle powstają nowe filmy dokumentalne na ten temat, a badacze dna oceanicznego, wyposażeni w najlepszy sprzęt, nieustannie analizują miejsce, w którym znajduje się wrak statku, w poszukiwaniu informacji o przebiegu katastrofy. Okazuje się, że całkiem sporo można dowiedzieć się z rozrzuconych, po wielu kilometrach kwadratowych dna oceanicznego, szczątków wraku.

Najbardziej popularnym filmem stworzonym po to, by zobrazować katastrofę, jest chyba ten z roku 1997, w reżyserii Jamesa Camerona, jednak mało kto wie, że pierwszą "poważną" ekranizacją wydarzeń tamtej nowy, jest film z roku 1958 o tytule "S.O.S. Titanic", nakręcony przez Roya Ward Bakera, u którego podstawy powstania leży właśnie powyższa książka.

Walter Lord, autor "Pamiętnej nocy" był człowiekiem zafascynowanym historią Titanica i praktycznie całe swoje życie poświęcił na badania budowy statku i przyczyn katastrofy. Przeprowadził on setki rozmów z ocalałymi pasażerami transatlantyku, spisywał relacje załogi, pracowników technicznych, zbierał informacje od każdej grupy społecznej, przebywającej owego feralnego dnia na pokładzie, i to właśnie na podstawie jego notatek oraz zebranych informacji, powstał później film "S.O.S. Titanic". Swoją drogą, film ten otrzymał w 1959 roku nagrodę Złotego Globu i jest uznawany za najlepsze dzieło na temat katastrofy, do czasów Camerona. Sam Walter Lord zmarł w 2002 roku, ale do końca swojego życia pracował, jako konsultant w różnego rodzaju projektach, związanych z badaniem zatonięcia Titanica.

Ten mój przydługawy wstęp ma pokazać, że "Pamiętna noc" to nie jest jakaś przypadkowa książka o Titanicu. To zbiór rzetelnych wiadomości na temat wydarzeń z kwietnia 1912 roku, taka mini encyklopedia, która niesie sporo informacji z przebiegu samej feralnej nocy. Historia napisana przez Lorda pokazuje to, co działo się na pokładach pierwszej, drugiej i trzeciej klasy, jak wyglądały wydarzenia z perspektywy ocalałych członków załogi, a także, jakie nastroje panowały na  statkach znajdujących się w pobliżu Titanica (Carpathia i California).

Największą zaletą tej publikacji jest fakt, że mimo wielu skrupulatnych informacji i opisów wydarzeń krok po kroku, całość czyta się bardzo dobrze, niemalże, jak powieść akcji. W relacje pasażerów wszystkich klas i załogi, wplecione są prawdopodobne dialogi, co sprawia, że tekst czyta się plastycznie i płynnie. W książce nie rażą też zestawienia techniczne, wszelkie liczby czy analiza możliwości ewakuacji, choć jest tego trochę. Na końcu znajduje się nawet spis wszystkich pasażerów Titanica z zaznaczeniem, którzy przeżyli katastrofę. To wszystko pokazuje, jaki ogrom pracy wykonał Autor w zebranie rzetelnych informacji, i jaka to była mozolna robota.

Do tego, Walter Lord nikogo w swej książce nie ocenia, nie tłumaczy, ani nie broni. Bardziej emocjonalnie wyjaśnia jedynie fakt, iż katastrofa Titanica zakończyła pewien etap w historii, w którym to podział na klasy był na tyle wyraźny, że zaważył na kolejności ewakuacji osób z poszczególnych pokładów statku. 


Uważam, że jest to najciekawsza publikacja na temat katastrofy Titanica, jaką do tej pory przeczytałam. Agora wydała jeszcze jedną książkę o olbrzymim statku i jest nią "Batory. Gwiazdy, skandale i miłość na transatlantyku", nie będąca wprawdzie historią katastroficzną, ale wydaje się mieć równie bogatą, choć nie tak tragiczną, przeszłość, jak Titanic. Być może skuszę się i na tą lekturę.

Sardegna

Już czytam sam! #11 "Dziennik Cwaniaczka. Ryzyk - fizyk" Jeff Kinney


posted by Sardegna on , , , , ,

6 comments



Wydawnictwo: Nasza Księgarnia
Liczba stron:  224
Moja ocena : 4/6


W dzisiejszej odsłonie cyklu "Już czytam sam!" chciałam przedstawić Wam kolejny tom przygód tytułowego Cwaniaczka, czyli bohatera, którego fenomenu nie potrafię zrozumieć, więc może ktoś mi wytłumaczy, o co z tym dzienniczkiem tak naprawdę chodzi. 

Dzieciaki oszalały na punkcie tej serii i to nie tylko młodzież, ale także młodsi. Wypożyczenie jakiegoś tomu z biblioteki graniczy z cudem, bo książki ciągle są w obiegu, a w księgarniach braki w asortymencie (sprawdziłam to w Empiku). I  w sumie rozumiem, że jest śmiesznie (momentami), że mało tekstu (bo większość to czarno - białe rysunki), że dobrze się czyta, ale litości! Przez 12 tomów? Bo tyle liczy sobie aktualnie seria (o ile nic nie pomieszałam), z czego powyższa część jest przedostatnią. 

Ale tak na poważnie, rozumiem w pewien sposób ten fenomen. Potrafię ogarnąć, że dla dzieci, które niezbyt lubią czytać, śmieszna historyjka, niemalże komiksowa, z niewielką ilością litego tekstu na stronę, jest bardziej atrakcyjna, niż typowa lektura bez obrazków. Wiem też, że książki te nie są docelowo przeznaczone dla dziewięciolatków, ale skoro moje dziecko zwariowało na ich punkcie, to czemu mam jej tego zabraniać? (żeby nie było, zerkam do tych Cwaniaczków w poszukiwaniu rzeczy zabronionych, ale ich w sumie nie znajduję).

Młoda przeczytała większość tomów od czasu, kiedy pisałam o pierwszej części TUTAJ, głównie wypożyczyła je z biblioteki, umawiając się z panią, że jej odłoży wszystkie tomy, które będą dostępne. "Ryzyka - fizyka" mamy akurat na własność, więc mógł on zostać przeczytany już podwójnie. 

Główny bohater, czyli gimnazjalista Greg znowu zmaga się z trudną codziennością nastolatka. Początkowo uważa nawet, że jego życie to jakaś alternatywna rzeczywistość, a on sam jest w ukrytej kamerze, prawda jest jednak bardziej przyziemna. Starszy brat ciągle jest wkurzający, młodszy rozpieszczony, koledzy dziwni, a mama wymagająca. Greg stara się nawiązywać nowe przyjaźnie, na przykład z nowym ziomkiem Maddoxem, zakręconym fanem klocków Lego, ale niestety dobre chęci tutaj nie wystarczą, a wszystko przez wypuszczenie w powietrze, pewnego balona z wiadomością. 

Chłopak martwi się też wiecznym ukrywaniem słodyczy przez mamę i jej kreatywnością w wymyślaniu nowych prac domowych do wykonania. Co zrobić, kiedy rodzicielka uważa, że jej syn spędza czas w mało ciekawy sposób, oczekując od niego zajmowania się czymś twórczym i rozwijającym zainteresowania? Aby uspokoić nerwową atmosferę, Greg postanawia nakręcić niskobudżetowy film, ale przy okazji rezygnuje też z orkiestry. Czy wyjdzie mu to na zdrowie? 

Generalnie Greg jest gościem, który ma naprawdę niełatwe życie. Na szczęście umie o tym mówić w sposób na tyle ciekawy, że dzieciaki za nim przepadają, a w jego perypetiach zaczytują się, jak szaleni. Jako mama, jestem średnią zwolenniczką Cwaniaczka, ale rozumiem i akceptuję. Jeśli lektura "Dziennika..." ma skłonić dzieci do czytania w ogóle, albo ma być dobra na początek, a później przerodzić się w coś konkretniejszego, to tylko zachęcam. 

Moja Córka, oprócz przygód Cwaniaczka, preferuje także przygody Tomka Łebskiego, a także "Pamiętnik Zuzy - Łobuzy" od Jaguara. Ostatnio znalazła także serię podobną w klimacie do powyższych, wydaną przez Znak: "Kacper Niewypał Co?dziennik pomyłek" i "O!błędne notatki". Jeżeli więc Wasze dzieciaki lubią tego typu książki, a nie macie pomysłów na nowe tytuły, bo "Dziennik Cwaniaczka" już został przeczytany wzdłuż i wszerz, to powyższe będą dla Was fajną alternatywą.

Sardegna

# Nowości w mojej biblioteczce - lipiec


posted by Sardegna on

2 comments

I w ten oto sposób, połowa wakacji już za mną. Lipiec spożytkowałam bardzo pracowicie i przeczytałam aż 15 książek, z czego 2 pochodziły z bardzo dawnych zasobów mojej biblioteczki "Psy wojny", "Od początku do końca"), więc mogłam zaliczyć je do wyzwania Z półki, 1 to audiobook ("Psy wojny"), 1 książka pożyczona ("Do trzech razy śmierć) i 1 przeczytana przedpremierowo ("Czarna Madonna"). Wśród tych 15 książek, jedna była zupełnie nietypowa. Nie znałam bowiem jej tytułu, ani autora. Tą niespodziankę zaserwował mi Znak:


Lipiec obfitował naprawdę w dobry czas czytelniczy i nadrabianie zaległości ("Piraci z Mórz z Wyobraźni", "Amelia i Kuba. Stuoki potwór" , "Chemik"). Udało mi się też, jak rzadko, zaplanować parę postów do przodu. Stąd wzięło się dość sporo wpisów na blogu w tym miesiącu. 

Jeśli chodzi o nowości lipcowe, przybyło ich trochę, ale sami przyznajcie, są to same wyjątkowe tytuły, z których też kilka już przeczytałam:


"Chłopiec z Allepo, który namalował wojnę" Sumia Sukkar
"Słońce umiera i tańczy" Ewa Cielesz
"Prokurator" Paulina Świst
"Trzecia" Magda Stachula
"Titanic. Pamiętna noc" Walter Lord


"Góry na opak, czyli rozmowy o czekaniu" Olga Morawska - zakup własny
"Notatki samobójcy" Michael Thomas Ford
"Ryba na drzewie" Lynda Mullay Hunt
"Ali i Nino" Kurban Said
"Kanion tyranozaura" Douglas Preston -  z wymiany
"Góry na opak 2, czyli rozmowy z tymi, co zostają" Olga Puncewicz


"Venla" J.K. Johansson 
"Formacja trójkąta" Mariusz Zielke
"Gwizadozbiór" Marta Zaborowska

"Wisielec i księżyc" Gacek & Szczepańska 
"Niemowa" Michael Hjorth, Hans Rosenfeldt- wszystko to zakupy własne



"Spotkamy się w Prowansji" Caroll Mortimer, Catherine Spencer
"Czarna Madonna" Remigiusz Mróz


Trochę się tego nazbierało, ale na szczęście sierpień nie zapowiada się już tak obficie. Chociaż ja dalej urlopuję, więc ostatecznie się nie zarzekam, bo wakacje poza domem sprzyjają książkowym zakupom, tym bardziej, że parę stoisk z tanią książką kusić mnie będzie po drodze...  

Sardegna

Ponadprogramowy, wakacyjny i zupełnie nie nowy, stos!


posted by Sardegna on

11 comments

Kiedy będziecie czytać ten wpis, ja będę prawdopodobnie lenić się w moim ukochanym, wakacyjnym Miejscu Na Ziemi! W końcu doczekałam się wymarzonego urlopu, którego niecierpliwie wypatruję cały rok, marząc tylko o tym, żeby wraz z przyjaciółmi wypoczywać na całego. Tradycyjnie zabieram ze sobą parę książek, no bo moje wakacje bez czytania nie mogłyby istnieć, ale nie martwcie się, nie będzie to moje jedyne zajęcie. 

Poniżej przedstawiam stos, który planuję ze sobą zabrać. Na urlop przygotowałam zaległości, na które ostatnio nie starczyło mi czasu, w tym mój największy wyrzut sumienia, czyli "Ezotero. Moje przeznaczenie" Agnieszki Tomczyszyn. Mam więc nadzieję, że od niego zacznę wakacyjne czytanie:


"Koniec samotności" Benedict Wells
"Przeznaczeni" Katarzyna Grochola
"Świt, który nie nadejdzie" Remigiusz Mróz
"Załatw pogodę, ja zajmę się resztą" Renata Frydrych
"Czereśnie zawsze muszą być dwie" Magdalena Witkiewicz
"Dom nie z tej ziemi"  Małgorzata Strękowska - Zaremba
"Ezotero. Moje przeznaczenie" Agnieszka Tomczyszyn
"Zapisane w wodzie" Paula Hawkins
"Słońce umiera i tańczy" Ewa Cielesz

Na czas nieobecności zaplanowałam kilka wpisów, żeby blog nie zakurzył się zupełnie. Miło mi będzie, jeśli zechcecie na nie zerknąć i pozostawić ślad, nawet kiedy zniknę na moment z blogosfery. A Wy jesteście przed, czy już po urlopie? Pozdrawiam Was serdecznie i do napisania!

  Sardegna

"Osiedle marzeń" Wojciech Chmielarz


posted by Sardegna on , , , , ,

12 comments


Wydawnictwo: Aleksandria
audiobook: czas trwania 13 godzin 3 minuty
Moja ocena : 6/6
lektor: Janusz Zadura


Wojciech Chmielarz jest Autorem powieści, o których słyszałam naprawdę dobre opinie, ale sama nie miałam okazji się jeszcze z nimi zapoznać. Intrygowała mnie twórczość pisarza, zwłaszcza po zdobyciu nagrody Wielkiego Kalibru w 2015 roku oraz bardzo wysokich notach "Wampira", czyli historii rozgrywającej się w pobliskich Gliwicach. Faktycznie, nazwisko Autora przewiało mi się na zaprzyjaźnionych blogach, ale prawdziwą ochotę na powieść jego autorstwa poczułam po tegorocznych TK w Warszawie, kiedy to na stoisku Wydawnictwa Czarne, skutecznie promowano "Zombie", czyli książkę najnowszą.

Z pomocą przyszła Agnieszka (z bloga Dowolnik) i pożyczony przez nią audiobook. Zabierając się za odsłuchiwanie nie byłam świadoma tego, że to jest to czwarty tom przygód komisarza Jakuba Mortki ("Podpalacz", "Farma lalek", "Przejęcie"), bo o tym miałam się przekonać na sam koniec, ale powiem szczerze, że w trakcie słuchania w ogóle mi to nie przeszkadzało. Historia kryminalna opisana w "Osiedlu marzeń" jest zupełnie odrębna, choć faktycznie można doszukać się w treści pewnych nawiązań do przeszłości komisarza, które zostały chyba rozwinięte w poprzednich tomach. 

"Osiedle marzeń" to przykład pełnokrwistego, polskiego kryminału. Jest to historia z gatunku tych, które czyta się/odsłuchuje jednym tchem. Znacie to uczucie, kiedy włączacie nowy audiobook, słuchacie prologu, albo pierwszego rozdziału i czujecie TO? Tę iskrę, która podpowiada, że to będzie naprawdę dobra historia. Tak właśnie jest z powyższa książką. Od pierwszych stron historia wciąga czytelnika i nie pozwala oderwać się od lektury.
Na ekskluzywnym, zamkniętym osiedlu w Warszawie, dochodzi do brutalnego morderstwa. Na parkingu zostaje odnaleziona studentka, Zuzanna Łatkowska, która jest miłą i sympatyczną dziewczyną, nikomu nie wadzącą. Jej zwłoki odnajduje ochroniarz pracujący na nocnej zmianie na osiedlu, a po przejrzeniu monitoringu wychodzi na to, że sprawcą musi być ktoś z mieszkańców. Sprawą zajmuje się komisarz Jakub Mortka, a pomaga mu w tym aspirantka Anna Suchocka. Para bohaterów próbuje dojść do prawdy i odkryć, co tak naprawdę stało się ze studentką, tym bardziej, że na jaw wychodzą sekrety z jej "niby" poukładanego życia. 

Co rusz, w śledztwie na światło dzienne, wychodzą nowe fakty. Po pierwsze, Zuzanna wynajmowała mieszkanie u polityka, który lata świetności ma już za sobą i wyraźnie ma coś do ukrycia. Po drugie, osiedlowi ochroniarze są zamieszani w grubszą sprawę używkową. Po trzecie, współlokatorki Zuzy coś kręcą, a po czwarte i najważniejsze, w sprawę angażuje się warszawski typ spod ciemnej gwiazdy i ukraińska mafia. O co tak naprawdę w tym wszystkim chodzi?  Co z całą sprawą ma wspólnego Alex, chłopak Zuzanny? 

Komisarz Mortka i aspirantka Suchocka świetnie dają sobie radę, mimo kłód, które ktoś im nieustannie rzuca pod nogi. Poza tą parą policjantów, ważną rolę w książce spełnia podkomisarz Dariusz Kochan, który po przymusowym urlopie otrzymuje do rozwiązania kilkanaście spraw niemożliwych, i ... dobrze sobie z nimi radzi. Wątek Kochana był akurat rozbudowany w poprzednich częściach, jednak i tutaj można się spokojnie zorientować, co tej kwestii miało miejsce. Więc i ta niewiedza nie psuje czytelnikowi lektury.

Historia "Osiedla marzeń" jest bardzo realistyczna, brutalna i dość wulgarna. Jednak mi to nie przeszkadza, choć faktycznie audiobooka trzeba słuchać koniecznie na słuchawkach.

Najbardziej jednak emocjonujące jest zakończenie. I choć w pewien sposób otwarte, dające pole do popisu Autorowi w kontynuacji tej historii w kolejnym tomie, to dla czytelników zainteresowanych tylko tym konkretnym tytułem, też będzie zadowalające.

I teraz mam dylemat: koniecznie chciałabym poznać trzy poprzednie powieści z przygodami komisarza Mortki, ale równocześnie bardzo interesuje mnie "Wampir", "Zombie" czy "Koma" napisana z moja ulubioną Autorką, Katarzyną Zyskowską - Ignaciak. I jak teraz żyć? A tak poważnie: tyle dobrych książek czeka na przeczytanie, a ja mam tak mało czasu!


Sardegna

"Chemik" Stephenie Meyer


posted by Sardegna on , , , ,

6 comments


Wydawnictwo: Edipresse
Liczba stron: 568
Moja ocena : 4/6

Stephanie Meyer, Autorkę "Chemika", znacie zapewne z kultowej serii "Zmierzch", któż bowiem w dzisiejszych czasach nie kojarzy Edwarda Cullena i jego wybranki Belli. Ta wampirza saga zawojowała owego czasu wyobraźnią nastolatków i zainicjowała modę, na tworzenie powieści z wizerunkiem "ugrzecznionego" wampira. Sama też trochę jej uległam i jakieś osiem lat temu przeczytałam wszystkie cztery tomy serii i mam je nawet na półce do dziś.

Na fali popularności "Zmierzchu" Autorka wydała jeszcze kolejną powieść, nie będącą już w prawdzie częścią cyklu, ale ja i tak zaopatrzyłam się w swój egzemplarz i mam go w swojej biblioteczce (choć jeszcze do niego nie dotarłam). "Intruz" spotkał się z mniejszym zainteresowaniem czytelników i nie powtórzył już sukcesu wampirzej historii. Później natomiast nastąpiła wieloletnia przerwa pisarska dla Stephenie Meyer i dopiero w tym roku premierę miał "Chemik", czyli jej druga, "indywidualna" powieść, skierowana już raczej do dorosłych czytelników. 

"Chemik" przypomina swoją strukturą wcześniejsze książki Autorki: jest bardzo opasły i podobnie, jak tamte, mocno przegadany. Oceniłam go ostatecznie na czwórkę, ponieważ jest to według mnie, zupełnie przyzwoite czytadło, w sam raz na urlop, natomiast absolutnie nie uważam, że jest to jakaś wyjątkowa historia, która zapadłaby mi w pamięć na dłużej, albo umieściłabym ją w rankingu najlepszych, przeczytanych w roku 2017.

Powieść z założenia jest sensacją z bardzo wyraźnym i nieco przerysowanym, wątkiem romansowym, jednak na pierwszy plan wysuwa się na szczęście, akcja (dlatego też ostatecznie sklasyfikowałam "Chemika" w tej kategorii). Główną bohaterką jest Alex, ciągle zmieniająca tożsamość, była, tajna agentka rządowa, która wypadła z łask służb specjalnych amerykańskiej agencji i teraz jest przez nich poszukiwana. Nieustannie się ukrywa, co chwilę zmienia wygląd i miejsce zamieszkania, praktycznie nigdzie nie zatrzymuje się na dłużej, a każde jej pojawienie się w miejscu publicznym musi zostać dokładnie zatarte. Alex ukrywa się przed swoimi prześladowcami po tym, jak w zamachu zginął jej najlepszy przyjaciel, wraz z którym pracowała w agencji nad tajnym projektem. W laboratorium chemicznym działano na rzecz nowoczesnych "metod tortur", czyli substancji, które mogłyby z podejrzanych "wyciągnąć" wszelkie informacje, na zasadzie serum prawdy. Póki co jednak, naukowcy doszli do bardziej bolesnej wersji tych środków, a Alex, jako prawdziwa idealistka i osoba, która nie ma złych zamiarów, nie może pogodzić się z przerwaniem prac. Musi ukrywać się więc przed dawnymi pracodawcami, wiedzącymi o niej wszystko.

Po kilku latach tułaczki i życia w nieustannym stresie, bohaterka jest już tym nieziemsko zmęczona. Nie dziwi więc, że kiedy zgłasza się do niej dawny współpracownik z departamentu z pewną propozycją, a w zamian obiecuje wolność, Alex nie zastanawia się długo. Jej zadaniem ma być przechwycenie groźnego przestępcy, który jest w posiadaniu informacji o groźnej dla całej ludzkości, broni biologicznej, a sprawa wydaje się być na tyle poważna, że Alex podejmuje się zadania i tutaj zaczyna się właśnie cała przygoda. 

Daniel, którego ma złapać, okazuje się być nie do końca tym człowiekiem, którego poszukiwałą. Zupełnie nie pasuje on do profilu przestępcy, bo jest naprawdę bardzo łagodnym i ufnym człowiekiem (żeby nie powiedzieć nudnym i bezpłciowym). Kobieta zaczyna wyczuwać, że coś w tej sprawie nie gra, a fakty, jakie przedstawił departament nie są do końca prawdziwe. I tak bohaterowie trochę przypadkowo skazani na siebie, zaczynają galopującą ucieczkę, przed niewidzialnym wrogiem.

I praktycznie na tym opiera się całe 500 stron powieści. Alex i Daniel uciekają, chowają się, próbują przechytrzyć oprawców, ale też romansują w najlepsze (raczej platonicznie), przytulają się, mówią sobie miłe słowa, tresują psy i robią zakupy na stacji benzynowej. Nie powiem, znośnie się to czytało, głównie dzięki dość wartkiej akcji, jednak wydaje mi się, że ponad 500 stron to zdecydowanie za dużo dla tej historii. Ostatecznie czytałam "Chemika" na raty, przez jakieś dwa tygodnie, przymuszając się trochę. Nie porwało mnie.

Głównym problemem tej książki jest fakt, że jest ona mocno przegadana i mimo wartkiej akcji, staje się czytelnikowi obojętna, bo nie wzbudza po prostu większych emocji. Bohaterowie są zwyczajnie nijacy. Alex to niekonsekwentna i rozmemłana kobieta, która w towarzystwie faceta robi się bezbronna, jak dziecko (wiem, że wydaje się to absurdalne, skoro jest tajną agentką, ale niestety taka  jest prawda). Daniel to przykład mężczyzny nie znającego się na niczym, popełniającego bezsensowne błędy, będącego bezpłciową ofiarą losu. Jedyną postacią z charakterem, wzbudzającą sympatię, jest mężczyzna, który pojawi się w życiu bohaterów niespodziewanie, nie będę jednak tutaj pisała, kto to jest, bo nie chciałabym zdradzać fabuły. Gwarantuję jednak, że jak się już pojawi, to na pewno go zauważycie. 

"Chemik" nie porusza, nie zachwyca, jest ot, taką wakacyjną lekturą na jeden raz. W większości przypomina przygody McGyvera, więc może dostarczać pewien rodzaj rozrywki. Świetnie nada się na urlop, kiedy ma się ochotę na coś banalnego, jeżeli jednak oczekujecie od książki czegoś więcej, to niestety możecie się srogo rozczarować.

Sardegna